Posty

Photobucket Photobucket Follow

Cleo – Kali. Słoneczna pomarańcza na lato. (PL/ENG)

Obraz
Blue Bralette się edukuje i ma z tego powodu niesamowicie mało czasu na pisanie czegokolwiek. Recenzja miała się ukazać jakiś tydzień temu, ale nie potrafiłam doprowadzić swojego życia do porządku i nie zdążyłam z własnym terminem. Dlatego trochę mniej planowo dzisiaj Kali. Kali w kolorze pomarańczowym, nie najświeższym już, ale recenzja nie jest tak zupełnie spóźniona, bo właśnie w sklepach czeka świeża Kali w intensywnym różu.

Kinga – Vita. Jak przekonałam się do paseczków. (PL/ENG)

Obraz
Nie szaleję za paseczkowymi stanikami. Głównie dlatego, że większość modeli z paskami nawiązuje wyraźnie do stylistyki erotycznej, która leży gdzieś daleko poza orbitą moich zainteresowań bieliźnianych. Ale nie przepadam za nimi też trochę dlatego, że najczęściej pojawiają się w czarnej bieliźnie, a ja lubię zwykle dużo koloru. Jest mi z tym trochę dziwnie, bo mam wrażenie, że wszystkie stanikomaniaczki wokół mnie wkręciły się w paseczkowy trend. Czasem spodoba mi się jakiś paseczkowiec, ale bardzo rzadko czuję, że mam ochotę oglądać go na sobie.

Gaia – Martha. Kwiaty, skrzydła i łuski. (PL/ENG)

Obraz
Gaia jest jedną z tych marek, które znam od samego początku swojej stanikowej przygody. Nie tak dawno temu w mojej szufladzie leżały jeszcze źle dobrane Gaie w rozmiarze 65E (właściwie to kilka nadal tam leży i wydaje mi się, że na mnie pasują, ale to wypadek do opisania zupełnie osobno). Przetestowałam już prawie wszystkie konstrukcje ich semi-softów i część usztywnianych (te ostatnie zupełnie na mnie nie leżą). Po obejrzeniu nowego katalogu mam zwykle całą listę staników do kupienia i wisi nade mną wizja bankructwa. I tak też było z tegoroczną wiosenną kolekcją, a model Martha chciałam mieć podwójnie – nie tylko dlatego że spodobał mi się kolorowy wzór, ale też ze względu na to, że występuje w konstrukcji SS5, której dotąd nie miałam na sobie.

Jak do tego doszło?! Czyli jak zmieniłam rozmiar z 75B na 65G*

Obraz
Wiele z uświadomionych stanikowo dziewczyn przeżyło gdzieś w swoim życiu wielkie buum!, po którym zaczęły nosić dobry rozmiar. Często to jedna wizyta w sklepie, która wszystko zmienia. U mnie przebiegało to stopniowo i trwało trochę dłużej. No i żaden sklep nie miał w tym swojego udziału. Było za to kilka blogów (chciałabym bardzo mocno uścisnąć wirtualnie Stanikomanię!) i Balkonetka. Gdybym była mniej buntowniczo nastawiona, pewnie też szybciej doszłabym do tego, co noszę dzisiaj.